Wypakowuję zakupy. Odwracam się i z ulgą wypuszczam powietrze. Dziecko rozpracowuje pilota w drugim kącie kuchni.. Ulubione zabawy rocznego dziecka, które nie interesuje się zabawkami, doprowadzają mnie czasem do szaleństwa. Ufff. Może się uda. Niczym skradający się złodziej uchylam szufladę i jeszcze ciszej od ciszy wkładam do niej zakupione produkty, a może uda się jeszcze przetrzeć blat i nasypać kawy do szklanki? Wtem czuję na karku czyjś oddech. W takich momentach powinnam spytać “halo, jest tu kto?”. Ale ja wiem, kto tu jest i co ma w planach na najbliższe 3 minuty przyszłości. I to dopiero początek! Moje dziecko nie chce się bawić zabawkami. Świat dorosłych jest dla niego o niebo ciekawszy. Jestem ciekawa, co dopiszesz do tej listy.
Ulubione zabawy rocznego dziecka
Szafki kuchenne i misja polizać kwasek cytrynowy
Ogólna dewastacja kuchni ma miejsce każdego dnia. Codziennie wybucha u nas atomówka, po której następuje nalot szarańczy w liczbie jednej sztuki. Garnki? Miski? Zastawa praprababki? Misternie ułożone pokrywki? Idealnie zawieszona na uchwycie piekarnika ściereczka? Pojęcie kuchennych świętości tu nie istnieje. Wyrwać drzwiczki narożnej szafki łącznie z zawiasami? Wyłamać zabezpieczenie i rozerwać je na pół? Dla chcącego nic trudnego!
Gniazdka i kable
Druga miłość mojej córki. Kuchnia jest jedna, a gniazdka i kable są wszędzie i zawsze. Choćbym w każdym umieściła zabezpieczenie, można przecież włożyć palec między obudowę gniazdka a ścianę i gmerać w gniazdku od środka. Co to za problem, wyłamać kontakt ze ściany, ano żaden. Myk, hyc i powstaje szparka na paluszek. Kable od ładowarki i usb – skoro nie nadają się, aby owinąć nimi szyję, ewentualnie źle na niej leżą, to może do kontaktu będą pasować lepiej. Kto wie. Bywa, że ulubione zabawy roczniaka nie należą do najbezpieczniejszych i trzeba mieć oczy wokół głowy.
Przepisy i instrukcje
Są od tego, aby dogłębnie je przeczytać, a później zrobić wydzieranki, a gdy elementów jest za dużo, najlepiej zjeść nadmiar, żeby się nie zmarnowały.
Przyciski
Człowiek, rodząc się, otrzymuje pewien bagaż intuicji. I tym sposobem moje dziecko wie, że kto ma pilota, ten rządzi. Telewizor jest niepotrzebny, w życiu liczy się tylko pilot, jeśli znajdzie się w zasięgu wzroku. Jeśli nie ma pilota, można zrekompensować to sobie przyciskami w telewizorze, ewentualnie wsadzić rękę do magnetowidu (tak, tak, jesteśmy retro i mamy magnetowid), najlepiej do samego łokcia, bo skoro ręka się tam mieści, to znaczy, że magnetowid jest właśnie od tego, by ją tam wsadzać. Istnieje ryzyko, że ulubione zabawy dziecka przy magnetowidzie się znudzą i nadejdzie czas poszukiwania innych źródeł zaginionych przycisków. Tutaj niezastąpiony jest piekarnik i ustawiacz czasu. Piekarnik ma nawet bonus w postaci czerwonej, migającej godziny.
Wspinaczka
Ma to po rodzicach, którzy wleźliby do samego nieba, gdyby tylko mogli. Tacy z nich piechurzy, lubujący się w nieustannym chodzeniu pod górę. Gdzie można się wspinać w domu? Na wiklinowe krzesło, a później na parapet, o ile kolejny karnisz (patrz punkt 1) weźmie to na siebie.
A gdy krzesło stoi za daleko, można wspiąć się na babciny fotel, zawisnąć głową w dół i obejrzeć świat do góry nogami. A bramka na schodach? Idealne miejsce na pierwsze próby zaawansowanej wspinaczki. W końcu za bramką rozciągają się schody, nie do nieba, do łazienki, a na półpiętrze wznosi się dumnie stojak na kwiatki. Mosiężny czy inny. Gdy człowiek jest uzależniony od adrenaliny, potrzeba robić coś takiego często i długo, np. wchodzenie i schodzenie z łóżka – najpierw głową i tak przez godzinę. (Mama wtedy tak śmiesznie za mną skacze, ach ta mama, a ja się śmieję do rozpuku.)
Wszystkiemu, co leży i mieści się do buzi trzeba dać szansę na zjedzenie!
Czy to okruchy z wczorajszej kanapki, papierki, monety, spinacze, kamyki na ulicy, guzik, kapsel od piwa, listek. Wszystko się nadaje!
Wyjmowanie z kieszeni
wszystkiego, co w niej siedzi – paragonów, monet, kart, zapalniczek, zapałek, brudnych chustek, aż w końcu wydzieranie z bezpiecznego bunkra spodni, samej kieszeni w osobie własnej. A kieszeń mocno zawstydzona, taka niewyjściowa, pytającym wzrokiem mówi aleosochosii? W końcu kieszenie nie mają zbyt wielu okazji do oglądania świata zewnętrznego. Stan euforii kieszeni nie trwa zbyt długo, bo skoro nie da się jej wyjąć jeszcze bardziej, to znaczy, że kieszeń jest zła i trzeba zrobić minkę “jestem zła”, przymrużyć powieki do połowy, zmarszczyć czoło i spojrzeć spode łba.
Telefony
Telefony są fajne, mają przyciski i się świecą, a czasem słychać dźwięki. Wystarczy ponaciskać tu i tam, żeby je odblokować, a wtedy jeszcze bardziej mrugają i zmieniają się obrazy. Telefonem można podbić mamie oko, a tacie naruszyć ząb. Telefony są fajne! A w dodatku takie wszechstronne, bo od nich droga krótka do kabla, ładowarki i gniazda. Możliwości jest wiele.
Buty
Buty można zakładać, choć bardzo ciężko wymanewrować nogą, aby trafić w tę specjalną dziurę na stopę. Gdy się nie udaje, pozostaje wąchanie. Wybór butów jest ogromny. Trudno mówić tu o nudzie! Najciekawsze są jednak podeszwy i warto je polizać.
Łazienka
Sprawdzić temperaturę wody w sedesie, wykręcić śruby z jego podstawy, wrzucić kosmetyki do wanny i sprawdzić, co śmierdzi w koszu na śmieci, to priorytetowe zadania piętnastomiesięcznej pani domu. A w szufladzie same wspaniałości! Kremy, które można wklepać w podłogę, papier toaletowy, który można rozwijać i urywać bez końca, alwaysa można przylepić na drzwi i poszminkować, myjką wyszorować szafkę i jest miodzio, git malina, elegancko.