Szczotki do zębów? Są. Skarpetki na każdy dzień? Obecne. Ładowarka do telefonu? W małej walizce. Ulubiony misiak? Idzie do samochodu. Ty wymieniasz, on odpowiada, odhaczając w głowie krzyżyki na tej niepisanej liście. Później zamieniacie się rolami. Litania zaczyna się od nowa. Ostatecznie pakujecie wszystko, w końcu jedziecie samochodem, przecież się zmieści. W ramach podsumowania swoich przemyśleń, na samą górę dorzucasz kapcie. Czy jesteś pewna, że o niczym nie zapomnieliście? Mamo, jeszcze moja różdżka – mały głosik oddala się od Ciebie i biegnie po swój ulubiony patyk, na którym dwa dni temu o mały włos nie skończyło Twoje oko.
Każdy wyjazd wygląda identycznie. Nasze bagaże to takie maksimum treści w minimum formy. Choć czasem, aby ten minimalizm w wydaniu naszej rodziny zachować, trzeba urządzić na walizkach trzyosobową sesję posiedzenia. Dużo rzeczy pakujemy “na wszelki wypadek”. Być może nie będą potrzebne, ale czuję się z nimi pewniej i bezpieczniej.
Możemy pochwalić się mnogością przetuptanych górskich szlaków, odwiedzonych zamków, placów zabaw, ale nic nie przebije ilości NPL-ów (Nocna i Świąteczna Pomoc Lekarska w skrócie) w najróżniejszych zakątkach naszego pięknego kraju, w których podziwialiśmy fakturę podłogi i odcień ściennej zieleni.
Podręczna apteczka na wypady rodzinne zawsze jedzie z nami. Złośliwy los nazbyt często płatał nam figle. Moje dziecko już kilka razy zachorowało podczas urlopu, a my zazwyczaj wybieramy malutkie miejscowości. Wypoczywamy tylko w okolicznościach przyrody, z dala od miejskiego gwaru. W takich miejscach, jeśli jest apteka, to otwarta najwyżej do wczesnego popołudnia, a w niedzielę można pocałować klamkę. Zdarza się, że ta całodobowa znajduje się kawał drogi od kwatery. Pierwsze objawy choroby mogą pojawić się wieczorem lub w weekend i… zazwyczaj wtedy się pojawiają. Taka złośliwość losu. Dlatego nauczeni doświadczeniem, w podróż zawsze zabieramy apteczkę.
Wyposażenie apteczki na rodzinne wypady – co zabieramy?
Nie będę wymieniać kolejno każdego gazika wraz z ich długością i szerokością w centymetrach, bo to nie ma większego znaczenia. Trzeba zdać się na własny rozum. Jeśli chodzi o materiały opatrunkowe, do podręcznej apteczki pakujemy po prostu kilka gazików, bandaż i plaster/plasterki.
Idąc dalej tym tropem, dorzucamy wodę utlenioną, która jest przydatna przy zranieniach, ponieważ oczyszcza rany z drobnych zanieczyszczeń. Oprócz tego biorę jakiś środek na gojenie się ran i na ból gardła. Gdy byliśmy piękni i młodzi, a nasze głowy pękały od marzeń o bezdeszczowym i słonecznym urlopie, latem wrzucaliśmy do naszego niezbędnika drogeryjne kremy do opalania (dla dziecka z wysokim filtrem) i kremy łagodzące oparzenia słoneczne. Odkąd dwa razy wyrzuciłam do śmieci przeterminowane kosmetyki, przestałam je kupować. Są łatwo dostępne praktycznie wszędzie, więc nie ma to sensu. Pogoda z nas kpi praktycznie za każdym razem, a deszcz od kilku lat postanowił nas stalkować.
Kolejną rzeczą są syropy przeciwbólowe i przeciwgorączkowe. Zabieramy z ostrożności, na tzw. “wszelki wypadek” zarówno ten z paracetamolem, jak i z ibuprofenem.
Jeśli chodzi o walkę z objawami przeziębienia, stawiamy na preparaty oparte na naturalnych składnikach, a w każdym razie na początku.
W naszej apteczce zawsze znajdzie się miejsce na ampułki z solą fizjologiczną. Zajmują niewiele miejsca, a okazują się przydatna, gdy coś wpadnie do oka i trzeba je przepłukać. Będąc przy płynach, warto pamiętać jeszcze o jakimś aerozolu do nosa na bazie roztworu soli morskiej. Krople soli morskiej pomagają w walce z uciążliwym katarkiem. Przepłukują nos i nawilżają go od środka, przynosząc tym samym ulgę.
Na pewno mogłabym dorzucić do niezbędnika nieskończoną ilość rzeczy, np. leki na biegunkę, nebulizator czy preparaty odstraszające owady. Moja lista zawartości apteczki na rodzinne wyjazdy to taki must have. Stworzyłam ją, bazując na wcześniejszych doświadczeniach. Nie zliczę, ile razy te rzeczy były w użyciu i pomogły nam przetrwać chociażby noc.
Przy kompletowaniu apteczki ważne jest, aby wybierać leki i preparaty, które wcześniej sprawdziliście. Choć najlepiej mieć przy sobie wszystkie niezbędne lekarstwa, jeśli o czymś zapomnicie, to nie koniec świata. Zdarza się. Możecie dokupić to później. My mamy jedną rzecz, o której zapominamy notorycznie. Nawet w tym tekście piszę o niej na samym końcu z tego właśnie powodu. Jest to termometr. Nie wiem dlaczego, ale to właśnie on świetnie kamufluje się w jakiejś czarnej dziurze mojej pamięci.
A Wy, zabieracie apteczkę, gdy wybieracie się na rodzinny urlop? Czy idziecie na żywioł? A może zdarzyła się sytuacja, w której któraś z tych rzeczy bardzo by się przydała, a nie była nigdzie dostępna?