Za chwilę minie miesiąc, odkąd przyszły wyniki badań krwi. Od dłuższego czasu moja waga rośnie, a ja nie jestem w stanie tego w żaden sposób zatrzymać. Czuję się sfrustrowana wszystkimi dobrymi radami, które słyszę od otoczenia, jakbym urwała się z księżyca i nie wiedziała, jak schudnąć. Wiem, wszystko to znam, tylko że to po prostu nie przynosi efektów. W moim organizmie coś się zepsuło i to, co pomaga większości zdrowych osób w odchudzaniu, u mnie najzwyczajniej w świecie nie działa. Ostatni raz schudłam na tzw. okienku żywieniowym, o którym kiedyś pisałam. Dieta IF przyniosła efekty – schudłam wtedy łącznie 5 kg, ale tak się złożyło, że potem przestałam ją stosować. Dlaczego? Dobre pytanie. Po prostu nie wiem.

Badania zrobiłam w ramach POZ czyli u swojego lekarza rodzinnego. Była to krzywa cukrowa i stężenie insuliny na czczo. Insulinooporność stwierdza się na podstawie tzw. wskaźnika Homa, który można wyliczyć samemu z badań laboratoryjnych oraz oczywiście na podstawie objawów klinicznych (m.in. otyłość, zmęczenie, senność, problemy z koncentracją, niemożność schudnięcia) oraz obrazowych – stłuszczenie wątroby w USG jest charakterystyczne dla insulinooporności. W moim przypadku było widać jak na dłoni, że mam insulinooporność. U osób z insulinoopornością spalanie tkanki tłuszczowej jest zablokowane – nawet jeśli są na deficycie kalorycznym, prędzej upadną na chodniku niż schudną. Oczywiście jest to proces, który można odwrócić, ale potrzeba dużo czasu, cierpliwości i motywacji

Insulinooporność – jak jem, co zmieniłam w codziennym jadłospisie

W moim przypadku wszystko musi odbywać się metodą małych kroczków. Nie wykupowałam ani diet pudełkowych, ani gotowych jadłospisów. To ostatnie rozwiązanie testowałam już kilka razy i nigdy się nie sprawdziło – zamiast chudnąć na tych dietach, potrafiłam jeszcze przytyć… Wiem, że mój nowy styl odżywiania będzie musiał pozostać ze mną przez całe życie, dlatego muszę nauczyć się go sama. Kupiłam sobie kilka książek z przepisami dla osób z insulinoopornością, jednak nie jestem z nich do końca zadowolona, ponieważ są czasochłonne. Oczywiście wiadomo – obiad trzeba ugotować, ale nie mam czasu na codzienne robienie omletów, placków i naleśników śniadaniowych, codziennie piec coś kolację. Te dwa posiłki wolę skomponować z tzw. suchych produktów, z którymi nie trzeba nic robić.

Moja metoda małych kroczków walki z insulinoopornością wygląda następująco:

  • Rezygnacja z jasnego makaronu, białego ryżu, białego pieczywa i niektórych kasz (manna, jaglana, kuskus). Na to konto jem ciemne makarony (żytni, orkiszowy), ryż brązowy lub basmati, kaszę gryczaną, pęczak, bulgur. Nie używam mąki pszennej, wymieniłam ją na orkiszową. Wszystko gotuję nieco krócej niż zalecano na opakowaniu. Jeśli chodzi o pieczywo, tutaj wielkich rewolucji nie było, ponieważ od kilku lat jem głównie ciemne. Staram się wybierać chleby żytnie na zakwasie, jak najmniej przetworzone.
  • Zrezygnowałam z niektórych owoców – głównie z bananów, które mają wysoki indeks glikemiczny. Jem kiwi, truskawki, borówki i przede wszystkim nigdy jako samodzielny posiłek. Aby obniżyć ładunek glikemiczny, zjadam je razem z orzechami i jogurtem naturalnym. Ewentualnie w owsiance, ale i w tej materii poczyniłam zmiany. Płatki owsiane nie mogą być błyskawiczne. Używam płatków górskich i nie gotuję ich, ewentualnie zalewam gorącą wodą.
  • Nie piję kawy z mlekiem między posiłkami, ponieważ insulinooporny organizm odczytuje to jako jedzenie. Dochodzi wtedy do wyrzutu insuliny, co działa blokująco na spalanie tkanki tłuszczowej przez sam fakt takiego podjadania, a także przez mleko krowie. Jako że lubię taką kawę i było mi trudno z niej zrezygnować, piję ją od razu po posiłku, aby “szła na jego konto”.
  • Słodyczy unikam, choć skłamałabym pisząc, że przez ten czas nie zjadłam nic słodkiego. Owszem, zjadłam, bo w międzyczasie przewinął się tort urodzinowy mojego dziecka albo poczęstowałam się ciastem. Nie jestem z tego dumna, ale cóż, cały czas pracuję nad swoją wolą walki. Czasem pozwalam sobie na kakao – łyżeczka gorzkiego kakao i mleko migdałowe. To akurat jest dozwolone. Kakao w rozsądnej ilości jest nawet zalecane osobom z insulinoopornością. Kakao zmniejsza oporność tkanek na insulinę – jest to potwierdzone naukowo.
  • Piję duże wody, herbatę ziołową, herbatę owocową. Rzecz jasna, że bez cukru, ale to nie problem, ponieważ nie używam go od kilku lat.
  • Staram się zachowywać tzw. metodę talerzyka. Przestrzegam głównie tego punktu, w którym warzywa mają zajmować 50% talerza, a węglowodany 25%.
  • Biorę regularnie leki (metformina).
  • Jem w oknie żywieniowym, tzw. dieta IF.

Dieta IF a Insulinooporność

Mimo moich usilnych starań nic się nie zmieniało, dlatego postanowiłam połączyć dietę IF (intermittent fasting) z dietą z niskim IG. Oznacza to, że jem w ośmiogodzinnym okienku rzeczy, które są zalecane przy insulinooporności. Z początku od 10.00 do 18.00, ostatnio od 13.00 do 21.00. Cały czas szukam idealnego dla siebie rozwiązania. Na ten moment nie widzę efektów. Nie schudłam nawet kilograma, jednak wiem, że w moim przypadku jest to długotrwały proces. Wierzę, że w końcu nadejdzie moment, w którym coś ruszy. Największym wrogiem jest brak aktywności fizycznej, co wkrótce się zmieni. W moim życiu największe zmiany zachodzą zawsze po Wielkanocy. Traktuję to Święto jako drugi początek roku. Czuję, że powoli się wybudzam z długiego snu zimowego. Być może to za sprawą diety i leków, ale z każdym dniem mam coraz więcej energii. Już nie zasypiam, jak tylko położę się na kanapie. Jest nadzieja!

Dlaczego zdecydowałam się na IF

Jedząc w oknie żywieniowym, przestrzeganie diety jest o niebo łatwiejsze. Nie doskwiera mi głód ani w oknie ani poza nim. Czuję się zdecydowanie lepiej. Dieta IF urzekła mnie już dawno. To nie tylko dieta, to styl życia. Człowiek mniej myśli o jedzeniu. Wolę jeść rzadziej. Akurat przy insulinooporności częste posiłki nie są wskazane, więc to rozwiązanie idealnie mi pasuje. Jest kompatybilne z moim porannym rytuałem, który nigdy nie przewidywał śniadań. Za chwilę pojawią się głosy, że nie chudnę, bo nie jem śniadania. Pozwolę sobie uprzedzić, że byłam już na dietach ze śniadaniami – nie tylko na nich nie chudnę, ja na nich tyję.

I tak się ma raport z pierwszego miesiąca walki z insulinoopornością. Walka trwa, kolejny miesiąc będzie decydujący.

Udostępnij